2 In Biznes/ Rozwój

Cała prawda o multitaskingu!

 

MULTITASKING – czy to ma sens?

W ostatnim czasie wreszcie znalazłam chwilę żeby usiąść, zastanowić się nad niektórymi rzeczami i poczynić kilka refleksji nad moim sposobem pracy, które zainspirowały mnie do napisania tego artykułu. Wcześniej biegałam jak szalona, kończyłam i ogarniałam sprawy związane z moim pierwszym kursem online, zakończonym dosłownie chwilę temu. Mam nadzieję, że niektórym kobietom pomoże spełnić ich marzenia o własnym biznesie w Anglii i otworzy oczy na brytyjskie realia. Ale dziś nie o tym…

Zanim ruszę z jesienną edycją programu i innymi projektami, postanowiłam relaksować się, dokształcać i przyglądać się sobie i swojemu biznesowi. Aspekt, który dziś poruszam, był jednym z pierwszych, na który padło, zapewne pod wpływem projektu, w którym biorę udział, a którego spora część skupia się na temacie produktywności poruszanym przez mojego nowego guru, Todda Hermana. Ale o tym w dalszej części artykułu.

 

MULTITASKING – CO TO TAKIEGO?

Multitasking, przez niektórych zwany wielozadaniowością, wydaje się być trendem XXI wieku. Potrzeba jednoczesnego ogarniania tysiąca spraw to swoiste must have obecnego świata. Zapewne znane są Wam sytuację, gdy jedną ręką mieszacie obiad, drugą rozmawiacie przez telefon, w międzyczasie kątem oka oglądacie ulubiony program (w sferze prywatnej). W zawodowej natomiast przejawia się to podzielnością uwagi między pisaniem projektu, odpisywaniem na e-maile, odbieraniem telefonów i sprawdzaniem, co dzieje się na Facebooku lub innych stronach. Takich przykładów robienia tysiąca rzeczy w tym samym czasie można, oczywiście, mnożyć i mnożyć.

 

MOJE DOŚWIADCZENIE

Jeszcze jakiś czas temu współczułam mojemu mężowi, który jasno stwierdził, że się do tego nie nadaje i nie umie skupić się na kilku rzeczach jednocześnie, podczas gdy ja chodziłam dumna jak paw, że posiadam taką umiejętność i całkiem nieźle mi ona wychodzi. Można powiedzieć, że powyższe przykłady miałam opanowane do perfekcji, pod warunkiem, że towarzyszyła mi lista zadań, określająca, co mam zrobić każdego dnia. Nie widziałam w tym absolutnie niczego złego, wręcz przeciwnie!

 

ZALETY MULTITASKINGU:

  • myślałam, że im więcej rzeczy potrafię wykonać, tym bardziej jestem efektywna i pracowita;
  • umilam sobie rutynowe zadania inną ciekawszą czynnością, np. oglądając ulubiony program podczas prasowania.
  • byłam dumna, gdy udało mi się zrobić większość rzeczy z mojej listy;
  • cały dzień nosiłam w sobie adrenalinę na zasadzie: „Dam radę wszystko zrealizować czy nie?”, „Zdążę czy jednak nie?”. Ogólnie lubię ten stan i ten rodzaj poekscytowania, pytanie tylko, czy to zdrowe;
  • multitasking dawał mi złudne wrażenie, że jestem w stanie wykonać więcej i szybciej.

 

No właśnie, więc co się zmieniło?

Skoro zdecydowałam się napisać ten tekst, to znaczy, że nie wszystko jest tak idealne, jak mogłoby się wydawać. Od razu zaznaczę, że obecnie nie mam jednego wypracowanego stanowiska w tej sprawie, aczkolwiek staję się coraz większą fanką monotaskingu i skupiania się na jednym zadaniu, na jednym projekcie, co powoduje spory chaos w mojej dotychczasowej multitaskingowej głowie i dostarcza porządnej dawki refleksji.

 

 

CO ZACZĘŁO MI PRZESZKADZAĆ?

MINUSY MULTITASKINGU:

  • często czułam się przytłoczona zbyt dużą liczbą zadań (mam to do dziś), więc próbowałam je skompresować i łączyć, aby ich realizacja przebiegała szybciej;
  • stresowałam się, a pozytywna adrenalina czasem zmieniała się w podwyższone ciśnienie i frustrację;
  • nie mogłam porządnie skupić się na jednej rzeczy, bo w kolejce czekało kolejne piętnaście;
  • nie ustalałam priorytetowych działań ani nie wyznaczałam czasu na poszczególne partie materiału do wykonania;
  • łatwo się rozpraszałam i przeskakiwałam niechcący na inne zadania, których w ogóle nie było na liście;
  • robiąc mój plan na dany dzień, sama czułam, że jest trochę nierealny i nawet nie liczyłam, że wykonam wszystko;
  • miałam wrażenie, że robię wiele rzeczy, ale każdą po łebkach i kiepsko;
  • zaczynałam wiele zadań, ale żadnego nie potrafiłam skończyć;
  • w sferze prywatnej obniżała się często wartość moich relacji, np. kiedy próbowałam pisać coś w komputerze i jednocześnie rozmawiać z mężem.

Jestem ciekawa, czy widzisz siebie w tych moich poczynaniach i wątpliwościach?

 

multitasking czy ma sens

CO SIĘ ZMIENIŁO?

Poza powyższymi aspektami, które sama zauważałam, nie miałam pomysłu, jak to zmienić, a przede wszystkim – nie miałam świadomości, że można inaczej. Na lepszą drogę zaprowadziła mnie PANI SWOJEGO CZASU.

Bardzo ją cenię, dlatego po kilku webinarach stwierdziłam, że praca w zupełnej opozycji do mojej metody wcale nie obniża efektywności; co więcej – widząc jej efekty biznesowe uznałam, że jest wręcz odwrotnie!

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie określam priorytetów, tylko pozwalam się przytłoczyć widokiem wielkiej listy, która stresuje mnie już od rana!

Powoli zaczęłam ją ograniczać. Wprowadziłam rubrykę „fajnie, gdyby się udało to zrobić” dla rzeczy mniej ważnych, by więcej nie krzyczały do mnie: „ZRÓB MNIE KONIECZNIE, bo świat się zawali!”.

Zaczęłam ustalać główne zadania na dany dzień, starałam się realizować priorytety i nie dawać się rozpraszać byle czemu. Np. ustaliłam, że od 10.00 do 12.00 piszę post i wtedy choćby Facebook się do mnie uśmiechał wraz z moim telefonem, staram się utrzymać skupienie na najwyższym poziomie. Poziom mojego szczęścia wzrastał, kiedy faktycznie po dwóch godzinach post był skończony.

Dodatkowo pojawiła się jeszcze jedna interesująca koncepcja.

 

Todd Herman a multitasking

Jak napisałam na wstępie, Todd Herman to mój nowy idol, jeśli chodzi o sprawy związane z biznesem. A wszystko dzięki Mai Santi – link i jej inicjatywie.

Todd w swoich materiałach szkoleniowych i wypowiedziach nie tyle rozważa kwestię multitaskingu kontra monotasking, ile posuwa się krok dalej i podkreśla, jak ważne jest skupianie się danego dnia na jednym projekcie. Co to oznacza? Że z naszej listy mamy wybierać priorytety i pracować nad nimi określoną ilość czasu w skupieniu, następnie zmienić czynność na inną.

Herman proponuje, aby określić tematykę dnia, w którym skupimy się tylko na projekcie A i poświecimy mu cały dzień. Twierdzi, że każda zmiana tematu jest trudna dla naszego mózgu i pochłania dodatkowy czas, obniżając tym samym naszą produktywność. 100% produktywności mamy tylko przy jednym rodzaju zadań, wtedy również szybciej zauważamy efekty naszych działań i zamykamy nasze projekty o wiele szybciej niż w przypadku pracy wyrywkowej czy nieregularnej.

Dzięki tej metodzie po tygodniu lub dwóch tygodniu będziemy mieć o wiele więcej zamkniętych i ukończonych projektów, co nas dodatkowo zmotywuje.

Więcej o samym autorze i jego koncepcjach znajdziecie tutaj

Przyznam, że jest to dla mnie dość nowe i interesujące podejście, które teraz przegryzam w sobie. Moja jedyna wątpliwość dotyczy tego, czy wytrwam w wykonywaniu tej samej czynność lub realizacji tego samego projektu cały dzień (albo chociaż sześć godzin), mając świadomość, że są inne ważne projekty, które czekają. Boje się, że będę miała problem z wyborem tego, którym powinnam zająć się w pierwszej kolejności. Jak Wy to widzicie? Na pewno jednak spróbuję i przetestuję tę metodę na sobie.

 

 

Reasumując

Nie jestem chodzącym ideałem w tym temacie, choć coraz bliższe jest mi podeście monozadań – najpierw zrób jedno, potem zabierz się za kolejne zadanie, zgodnie ze swoimi priorytetami na dany dzień.

Multitasking pozostawię chyba tylko w sferze autozadań, które nie wymagają ode mnie myślenia, czyli prasowania podczas oglądania filmu, malowania paznokcie podczas słuchania audiobooka i tym podobnych, mniej ważnych czynności.

Zdałam sobie sprawę, że rozpraszając moją uwagę, multitasking dodaje mi kolejne zadania i – zaryzykowałabym stwierdzenie – uzależnia, oddalając tym samym od skończenia danego projektu.

Robiłam tysiące rzeczy, ale jakoś nie czuję satysfakcji, bo żadna z nich nie była tą ważną.

Nie mogę jednak powiedzieć, że stosując multitasking nie byłam osobą produktywną, bo skłamałabym okropnie. Wszystko zależy od naszego charakteru, stopnia zorganizowania, motywacji oraz samodyscypliny – tak uważam, bo w końcu udało mi się w krótkim czasie postawić od zera moją nową stronę oraz w ciągu 5-6 tygodni stworzyć kurs online o zakładaniu biznesu w Anglii. To chyba coś, prawda? Badania jednak mówią same za siebie, dlatego wychodzę z założenia, że trzeba uczyć się od lepszych i mądrzejszych od nas. Trzymajcie więc kciuki za moje postępy w monopodejściu. Będę walczyć dzielnie.

 

Jestem ciekawa, jak ta kwestia wygląda u Ciebie? Jaką metodę pracy i działania preferujesz?

 

 

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER Pobierz bezpłatnie mini e-booka „5 kroków do biznesu w Anglii” oraz bądź na bieżąco z nowymi postami i wydarzeniami związanymi z blogiem

 

 

You Might Also Like

  • Ja również zawsze uważałam się za osobę mogącą zrobić wszystko jednego dnia i strasznie mnie to frustrowało, że inni ludzie pracują wolno i umawiają się ze mną na przyszły tydzień. Niestety odbiło się to na moim zdrowiu i musiałam zwolnić tempo. Nie powiem, że jest mi z tym źle 🙂

  • Ala

    Hej!
    Poszukuję kogoś, kto zechciałby zostać bohaterem pisanego przeze
    mnie artykułu. Chodzi o osobę, która czuje się (lub jeszcze lepiej:
    czuła się, ale zmieniła swoje życie i pozbyła się tego problemu)
    przytłoczona mnogością zadań w pracy oraz koniecznością multitaskingu,
    czyli ciągłego robienia kilku rzeczy naraz. Będę bardzo wdzięczna za
    kontakt mailowy:ally-lp@tlen.pl Pozdrawiam!