8 In Lawendowe historie

Agnieszka Poznańska – Historia mojej emigracji w Londynie.

Ile to już lat będzie? Nigdy nie umiem się doliczyć. Do UK wyjechałam w wieku 18 lat, świeżo po maturze, z planem zarobienia na studia, na które miałam nadzieję się dostać w Anglii. Wylądowałam nad brytyjskim morzem, gdzie pierwszą moją pracą był magazyn z gazetami; wkładaliśmy do nich dodatki takie jak szminki, kosmetyczki, ulotki.

Był to dla mnie duży szok kulturowy, mimo, albo właśnie dlatego, że wylądowałam w magazynie z Polakami. Innymi niż znałam z liceum i codziennego polskiego życia. Żarty o seksie, dziwne uwagi. Mimo, że pracowałam tam tylko miesiąc dojeżdżając dzielnie na rowerze, dobrze to doświadczenie zapamiętałam.

W czasie studiów pracowałam jeszcze w kurniku (!) zbierając jajka. Tak panicznie bałam się tych kur, że płoszyłam je, żeby stworzyć sobie pustą przestrzeń dookoła i na prędko zbierałam jajka. Pracowałam też w chip shopie i wracałam do domu pachnąc rybą i frytkami. Przez parę dni sprzątałam biura i z odkurzaczem latałam jak sprzątaczka z seriali.

W Belgii, gdzie wyjechałam na Erazmusa z dziennikarstwa międzynarodowego nie udało mi się dostać pracy, bo nie mówiłam po holendersku. To było pierwsze parę miesięcy, kiedy nie musiałam pracować, bo stypendium wystarczyło na przeżycie.

Podczas magisterki z grupą znajomych w Szkocji wyrywaliśmy chwasty z pól ziemniaczanych. Zrobiliśmy specjalny kurs, żeby się nauczyć rozróżniać poszczególne odmiany ziemniaków, których było około 20. Była to ciężka, fizyczna praca, ale widoki na szkockie morze wynagradzały nasze trudy.

Latałam po salach restauracyjnych jako kelnerka, robiłam kawę, nosiłam talerze. Widać dryg do fotografii i marketingu miałam zawsze, bo dla ostatniej kawiarni, dla której pracowałam, zrobiłam sesję zdjęciową na ich stronę i social media.

Czemu Wam to wszystko opowiadam? Bo to historia mojej emigracji, z której jestem dumna. Przeszłam przez te wszystkie prace, skończyłam studia magisterskie z Kultury Wizualnej specjalizując się w reklamie i na trzy miesiące wyjechałam do Azji.

A po powrocie wylądowałam w Londynie, gdzie mieszkam teraz. Zaczęłam od stażu z grupą teatralną, dla której promowałam ich wiosenne tourne. I powoli doszłam do miejsca, w którym znajduję się teraz. Niczym innym jak ciężką pracą, ale przede wszystkim determinacją. Bo nie ma rzeczy niemożliwych.

W dniu dzisiejszym zarządzam agencją marketingową, a na boku rozwijam swój biznes. Dzięki doświadczeniu w branży, pracy z klientami z różnych sektorów potrafię swoją wiedzę zastosować do różnych moich projektów. Moje własne działania zaczęły się od bloga www.isawpictures.com, który jest moim oknem na świat, to tam realizuje się fotograficznie i piszę bardziej osobiste teksty. Kiedy zauważyłam, że zaczynam go zamieniać w magazyn, zrobiłam krok do tyłu i zdecydowałam, że chce go zostawić takim jak jest, moim osobistym projektem, a magazynowo zrealizować się w nowym przedsięwzięciu – Buzzujemy.com

buzzujemy

Buzzujemy.com – magazyn ludzi kreatywnych jest moim najmłodszym dzieckiem, pracujemy teraz nad strukturą i powoli nad wydaniem papierowym magazynu. Oczywiście nie robię tego sama, mam wspaniałe wspólniczki, które mają podobne marzenie i wspólnie nad nim pracujemy. Sama nie dałabym rady, dobrzy partnerzy to moim zdaniem klucz do sukcesu. Nie mówiąc o wspaniałych autorach, którzy chcą dla nas pisać i się realizować kreatywnie.

Oprócz magazynu, stworzyłam też sklep internetowy z ubraniami vintage i second-hand. Pewnie myślicie sobie teraz, że jestem szalona, że robię pięć rzeczy naraz. Ja zakładam, że to okres mojego życia, kiedy mogę sobie pozwolić na eksplorowanie różnych form biznesu, żeby odkryć co naprawdę chcę robić, sprawdzić się w różnych dziedzinach. Wszystkie te projekty wypływają z moich osobistych zainteresowań.

Lumpeks Londyn (www.lumpekslondyn.com), to sklep internetowy, który powstał z miłości do zakupów w londyńskich ciucholandach, ale też środowiska. 90% mojej szafy to ubrania używane, serce mi się kraja, kiedy myślę o fabrykach w krajach trzeciego świata, zmarnowanej energii, która poszła na produkcie ubrań, które potem za dwa miesiące ktoś wyrzuci… Dlatego poprzez sklep chcę szerzyć ideę recyclingu.

Agnieszka Poznańska

Co ważne, nie skupujemy do sklepu rzeczy na worki, same wybieramy je w lokalnych charity shopach. Stąd minimalnie wyższe ceny, ale idzie to z jakością i sercem jakie wkładamy w prowadzenie sklepu.

Nawet sam wygląd graficzny strony ma na celu pokazanie, że kupowanie rzeczy second-hand to nie grzebanie w szmatach, wręcz przeciwnie. Zależy nam, żeby stworzyć przestrzeń w internecie, gdzie kupowanie rzeczy vintage i second hand będzie przyjemnością.

Ofertę kierujemy głównie na rynek polski, ale mamy też angielską stronę dla klientów z UK. Co jakiś czas pojawiamy się też na targach vintage w Londynie, gdzie można nasze rzeczy wziąć do ręki i przymierzyć. A przy okazji z nami porozmawiać, bo wiadomo, dla internetowego biznesu bardzo ważne jest zaufanie klientów, dlatego fizyczne pojawianie się na tego typu wydarzeniach jest istotne, buduje zaufanie do marki.

 

Aga Poznańska – marketingowiec, blogerka, dyrektor artystyczny magazynu Buzzujemy. Uzależniona od podróży, fotografii i lumpeksów.

12987928_10209088965200593_1587893355_n

Autorka zdjęć - Iza Rem

You Might Also Like

  • Brafinette Berlin

    Bardzo ciekawe, życzę aby Twoje projekty przyniosły Ci wiele satysfakcji i okazały się także rentowne finansowo. Lecę zajrzeć do podanych linków!

    • Dziękuję 🙂 Na pewno na każdym kolejnym się wiele uczę,a to już bardzo cenne!

  • Ewa

    Super historia. Dzięki i pozdrowienia dla Was Dziewczyny. Niech Wam się układa!

  • Super historia, to pewnie tez kwestia kraju, w ktorym wyladujemy, bo w Angli panuje bardziej przyjazna dla przedsiebiorczosci atmosfera niz np we Francji, gdzie mnie akurat zaniosly emigracyjne losy.

    • Dzięki Beata! To na pewno, zainspirowali mnie ludzie dookoła, którzy prężnie działają. Świetna motywacja 🙂

  • „Był to dla mnie duży szok kulturowy, mimo, albo właśnie dlatego, że wylądowałam w magazynie z Polakami. Innymi niż znałam z liceum i codziennego polskiego życia.” – moje odczucia dokładnie. Też pewnie któregoś dnia moją historię opiszę, bo tu nie zawsze zaczyna się kolorowo. Big thumbs up ode mnie, fajnie, że Ci się udało. Pozdrawiam