3 In Emigracja

Różnice między Polską a Anglią. Cykl ,,Wyjeżdżam do Anglii”. Część 1.

 

Dziś pierwszy wpis z nowej serii, czyli wszystko na temat różnic i niespodzianek, których możecie doświadczyć, jeśli zdecydujecie się pracować lub mieszkać np. w Londynie. Mam na myśli zarówno kwestie techniczne, wygląd miasta, jak i samą mentalność Anglików. Cykl ,,Wyjeżdżam do Anglii ” został stworzony specjalnie dla Was.

Uważam, że o niektórych aspektach warto wiedzieć wcześniej, aby móc świadomie podjąć decyzję o wyjeździe.

Poniżej lista rzeczy, które mnie zaskoczyły, a które zauważam, mieszkając na co dzień w Anglii. Nie każdy z Was się ze mną zgodzi, ale są to moje doświadczenia i opinie, które – mam nadzieję – pomogą części z Was choć trochę poznać Anglię/Londyn.

 

RÓŻNICE 

  1. Lewostronny ruch w praktyce.

Rzecz oczywista, bo słyszymy o tym na każdym kroku, jednak dopiero po przyjeździe człowiek sobie uświadamia, że to się dzieje naprawdę. Przez pierwszy miesiąc, dwa miesiące patrzysz w złą stronę, przechodząc przez ulicę. Anglicy odnotowali chyba za dużo wypadków z udziałem turystów i byli zmuszeni umieścić specjalne znaki przy przejściach na napisem np. Look right.

W samochodzie jest jeszcze gorzej. Zaraz po zjechaniu z promu i przejechaniu niecałego kilometra, o mały włos nie rozbiliśmy się na pierwszym rondzie. Wyprzedzanie z innej strony, parkowanie po lewej, wszechobecne ronda, radary badające prędkość, ale od tyłu, podwójne światła na skrzyżowaniu, które początkowo wprowadzają nieco zamieszania… To zaledwie część niespodzianek dla polskiego kierowcy. Do tego wszystkiego ludzie, którzy przechodzą przez ulicę, nie zważając na nikogo i na nic.

  1. Przechodzień na pasach? ŻART!

No właśnie! W Anglii, a przynajmniej w Londynie, pasy dla pieszych, owszem – są, niektórzy nawet z nich korzystają, ale i w modzie, i w zgodzie ze społecznym przyzwoleniem jest przechodzenie na własne ryzyko w dowolnym miejscu; gdzie chcesz i kiedy chcesz.

Na początku kompletnie nie mogłam przyzwyczaić się do tego. Podczas prowadzenia auta było jeszcze gorzej, zwłaszcza w centrum wszyscy przechodzili przed maską samochodu. Po kilku miesiącach jednak człowiek upodabnia się do reszty i już nie czeka, aż czerwone światło zmieni się na zielone.

Po dwóch latach pobytu tutaj uważam, że to bardzo fajna rzecz. Nawet policjanci nie patrzą na kolor światła (nie to, co u nas – pewny mandacik).

  1. Komunikacja miejska – metro, Oveground, DLR i autobusy.

Autobusy – przez pierwszy rok praktycznie w ogóle nimi nie podróżowałam, bo mieszkałam i pracowałam blisko przystanku metra. Już wtedy jednak zastanawialiśmy się z mężem, dlaczego niektóre przystanki stoją tyłem do jezdni, a między czekającymi na autobus a jezdnią jest szyba przystanku. Szczerze mówiąc – do dziś tego nie wiemy. Może chodzi o to, żeby podjeżdżający pojazd nie ochlapał pasażerów? Nie wiem.

Dla Waszej informacji: aby zatrzymać autobus w Londynie, musicie machnąć na niego ręką, w przeciwnym razie przejdzie bez zatrzymywania się. Bilet kasujemy zaraz po wejściu do pojazdu, przy okienku kierowcy (a raczej – odbijamy kartę Oyster). Środkowymi drzwiami wsiadać nie można.

Długi czas nie wiedziałam także, jaka jest różnica pomiędzy DLR-em a London Overground, poza tym, że ten pierwszy to tramwaj bez kierowcy i że jedzie trochę szybciej.

Kilka dni, a może ciut więcej może Wam zająć rozszyfrowanie, jak podróżować metrem. Mam na myśli rozwidlające się w pewnym momencie linie – jedna z nich jedzie w lewo, druga kieruje się w prawo (dotyczy np. czarnej Northen Line, którą często jeździłam z centrum do domu leżącego na północy miasta).

I kolejna kwestia – jak w centrum dowiedzieć się, czy faktycznie dojadę tam, gdzie chcę? Wyjścia są dwa. Po pierwsze, patrzymy, jaka stacja końcowa jest pojawia się na przedniej tablicy pociągu. Po drugie, dodatkowo sprawdzamy wyświetlacz na danej stacji, na którym często są podawane bądź już napisane informacje, przez jaką inną popularną stację jedzie nasze metro. Szybko należy sprawdzić, czy nasza stacja znajduje się na trasie. Z czasem człowiek nabiera wprawy i uczy się, dokąd jedzie dany pociąg.

SAMSUNG

 

  1. Multikulturowość i kolorowe ubiory.

Ogromna różnica w porównaniu z Polską. W Londynie spotkamy ludzi z całego świata: od Chińczyków, Muzułmanów, Polaków, ciemnoskórych po wielu, wielu innych. Pamiętam swoje pierwsze tygodnie w Anglii, kiedy obserwowałam wszystkich z wielkim zdziwieniem, zaciekawieniem, zwłaszcza podczas jazdy metrem. Tylu egzotycznych ludzi, dziwnie ubranych, kolorowych, niebojących się opinii innych i wyrażających siebie poprzez strój.

Ciekawym doświadczeniem jest również zamieszkanie z ludźmi pochodzącymi z różnych zakątków globu – naprawdę polecam. Dzięki temu nauczyłam się np. przyrządzać potrawy kuchni libańskiej, bułgarskiej i wysłuchałam kilku ciekawych historii z życia innych ludzi. Multikulturowość przejawia się również w marketach, na sklepowych półkach, powodując, że możecie zakupić produkty z całego świata. Co tylko dusza zapragnie…

Multikulturowość ma jednak również ciemne strony. Ja na przykład nie czuję się tu aż tak bezpiecznie jak w Krakowie, zwłaszcza w niektórych miejscach w Londynie (typu Brixton czy kilku innych dzielnicach).

  1. Pieniądze.

Tutejsze pieniądze są dla dopiero przybyłego Polaka przede wszystkim za duże i za ciężkie. Kto je nosił, ten wie; wystarczy 6 monet jednofuntowych, by zacząć się denerwować, że portfel stanowczo za dużo waży. Podobnie jest z banknotami – po przyjeździe musiałam kupić nowy portfel, bo w starym po prostu mi się nie mieściły.

  1. Dostęp do sklepów największych projektantów, najlepszych teatrów, kin i muzeów.

Przez to, że Londyn jest tak ogromny, kryje mnóstwo pięknych i ciekawych miejsc. Kocham go za to, że – w porównaniu do Polski – do większości muzeów wstęp jest darmowy. A są to miejsca zapewniające niezapomniane wrażenia, jak np. Natural History Museum. Najwyższy standard za free.

Podobnie jest z dostępem do największych światowych marek – wystarczy wybrać się do Centrum, na Oxford Street lub pobliskie ulice, by nie móc się zdecydować, do którego butiku zajrzeć.

Możemy też udać się do bardziej ekskluzywnego Kensington. E-bay, tutejszy portal zakupów internetowych, również jest pełen markowych produktów dostępnych za niewielkie pieniądze. Tego mi w Polsce bardzo brakuje (no, może w Warszawie choćby w połowie można poczuć się tak, jak tu, ale to wciąż nie to samo; dla porównania: poszukiwałam torebki Michaela Korsa; na Allegro wyskoczyły mi 2 strony z produktami, na E-bayu było ich ok. 40).

  1. Niska zabudowa i okropne angielskie domy.

Odczucie uzależnione jest od miejsca, z którego pochodzimy. Jeśli mieszkaliśmy w Krakowie, nie odczujemy aż takiej różnicy, jeśli jednak mieszkaliśmy w Warszawie, możemy stwierdzić, że Londyn jest dość niskim miastem (oczywiście poza Centrum i wieżowcem The Shard).

Wszędzie niskie kamieniczki, niewielkie bloki i domki oraz sporo terenów zielonych. Każdy z nas wie zapewne, jak wyglądają standardowe angielskie domki; jednym mogą się podobać, innym nie. Ja akurat nie jestem ich fanką. Są dość wąskie, mają cienkie ściany; wszędzie te wykładziny i wszechobecny grzyb z powodu dużej wilgoci.

W porównaniu z Polską (nie wierzę, że to piszę) stanowczo brakuje mi starych, porządnych bloków budowanych za komuny, i solidnych, suchych polskich mieszkań. Z kolei Polsce przydałoby się znacznie więcej parków.

 

  1.  Palmy.

„Palmy? W Anglii?” – to były moje pierwsze słowa po przyjeździe do Londynu. Jak się okazało, palm w Londynie jest całkiem sporo, zarówno w ogródkach, jak i rosnących dziko. Podobno klimat im sprzyja, bo w końcu różnice temperatur nie są tak przerażające.

  1. Klimat. 

Zwracam się do każdego, kto planuje tu przyjechać: słuchajcie, długie kozaki nie będą Wam potrzebne. Temperatury wynoszą mniej więcej od 0 do 25 stopni. Przez 2 lata widziałam śnieg (a raczej – jego cienką warstwę, która szybko stopniała) może raptem przez dwa dni. Mrozu raczej brak. Super gorącego lata też (przeważnie w okolicach 24 stopni, choć bywało i po 27-28 stopni). Po jakimś czasie dostrzega się zalety takiej pogody: brak strasznych upałów, które szczególnie w mieście nie są mile widziane; brak mrozu i odśnieżania samochodów. Częstych deszczy także nie zanotowałam, choć pogoda faktycznie bywa w kratkę i w ciągu 3 godzin potrafi zmienić się 3 razy.

  1. Dziwne Święta. 

Na pierwszym miejscu umieszczam Halloween, które w Polsce też się zakorzenia, jednak tutaj wiąże się z prawdziwym szaleństwem. W każdym markecie znajdziemy kostiumy i inne akcesoria. Bilety na halloweenowe imprezy sprzedają się jak świeże bułeczki. Ludzie malują twarze u profesjonalnych makijażystów. W halloweenowy weekend trudniej znaleźć w centrum osobę zwyczajnie ubraną niż ducha, czarownicę czy upiora.

Co więcej? W maju mieszkańcy mają np. dwa poniedziałki ustawowo wolne, sumie ok. 8 dni wolnych w roku, także mniej wypoczywają niż my w Polsce.

  1. Dla salsowiczów – różnice w tutejszym dancefloorze.

Różnica głównie przejawia się w miejscu i sposobie prowadzenia zajęć. Większość szkół prowadzi zajęcia tylko w formie ,,przedimprezowej”, czyli: przychodzimy na 7.00 na zajęcia, a od 8.00 mamy imprezę salsową. Wiąże się to z przymusowym połączeniem 2-3 grup o różnym poziomie zaawansowania na jednej sali, ćwiczeniami wykonywanymi do tej samej muzyki, a o lustrach można kompletnie zapomnieć.

Nie ujmuje mnie to i uważam, że polscy klienci naprawdę nie doceniają warunków, w jakich uczą się tańca: przestronne sale z lustrami, szatnie, parkiety. Słuchajcie, najwyższy czas zacząć to doceniać, bo nawet w pięknym i wielkim Londynie wygląda to ciut gorzej.

Gdybym dłużej pomyślała, różnic znalazłoby się dużo więcej. Jeśli coś zauważaliście, dołączcie swoje spostrzeżenia w komentarzu

 

Ania

 

 

You Might Also Like

  • Renata Nowak

    Miło czyta się Pani bloga, również wybieram się w przyszłym miesiącu da Anglii. Jest to moja pierwsza podróż za granicę. Strach mnie paraliżuje, ale jak poczytałam bloga troszkę mi ulżyło. Nowe życie za granicą, nowa praca, nowi ludzie jest to naprawdę fascynujące ale również i straszne 😛 Chętnie będę dalej Panią obserwować. Pozdrawiam

  • Nomnom

    Na czerwonym swietle sie przejezdza ? nic dziwnego ze sie nie czujesz bezpiecznie w jakiej dzielnicy trzeba mieszkac zeby policja na swiatla nie uwazala ! bzdura poza tym w polsce tez przechodza bez swiatel no chyba ze droga bardzo ruchliwa

  • Dziękuję za te wszystkie cennne informacje:)
    Pozdrawiam